Rowerowanie

Ten sezon rowerowy zaczął się bardzo dobrze. Gdyby ktoś miał ochotę się przyłączyć, zapraszam!

Opublikowano Główna | Otagowano , , , | Skomentuj

Porównania…

Idąc ulicą zastanawiam się, jak wyglądam, czy idę w miarę prosto, czy może zataczam się, nie mogąc złapać równego kroku. I co myślą ludzie… W końcu zataczająca się kobieta nie jest zbyt atrakcyjnym kąskiem. Znów ci „ludzie”! Jakoś nie mogę pozbyć się ich z mojej głowy. Gdy ich mijam, z reguły patrzę pod nogi, unikam spojrzeń, zacinam się w sobie. Potem przychodzi opamiętanie. Niestety zbyt późno, ponieważ serce wali jak oszalałe a na twarzy kwitnie rumieniec zawstydzenia. Tak, wstydzę się swej niepełnosprawności. Dlaczego? Może dlatego, że wygląd jest teraz tak ważny! Otaczają mnie kolorowe gazety, plakaty, reklamy promujące piękne i zadowolone twarze, ba… ciała. A ja?

Dziś, po nocnych przemyśleniach neurotycznego introwertyka (zaczynam chyba zmieniać się w Woody’ego Allena), postanowiłam wyjść na miasto, by popatrzeć na ludzi, na których tak bardzo bałam się spoglądać. By poczuć się lepiej, założyłam okulary przeciwsłoneczne (na szczęście słońce sprzyja, więc nie wyglądałam dziwacznie) a do uszu wcisnęłam słuchawki z ulubioną muzyką. Czas na obserwacje.

Po jakiejś godzinie (wiem, trochę długo) przestałam przejmować się tak bardzo swym wyglądem, utykaniem, kulami. I nie był to objaw zmęczenia, ale faktu, że mijający mnie ludzie mieli tak samo udręczone twarze, jak moja. Nie przypominali, z małymi wyjątkami oczywiście, uśmiechniętych obiektów westchnień z czasopism. Widziałam smutne, zacięte twarze, rozbiegane spojrzenia, pośpiech… Nie wyglądali na ludzi, którzy cieszą się z faktu, że są zdrowi i mogą więcej niż ja. Dlaczego?! Przecież ja tak im zazdroszczę zdrowia! Często wyobrażam sobie, co osiągnęłabym i jak potoczyłoby się moje życie, gdyby nie szpitale i stracone lata. Czy słusznie? A może ten czas nie uciekł? Poznałam wspaniałym ludzi, nawiązałam przyjaźnie, nauczyłam się cieszyć z małych sukcesów i nie poddawać się w ciężkich chwilach. Pokazano mi, jak walczyć o życie i korzystać z niego. Idąc ulicami mojego miasta, uświadomiłam sobie, że zapomniałam o rzeczach, które sprawiały mi przyjemność. Zastąpiłam je usilnym pragnieniem dopasowania się do otoczenia. A to otoczenie nie jest jednolitą masą. Każdy ma problemy, udaje, gra… samotność dopada każdego. Wiem, że teraz muszę moją samotność oswoić, by stała się moim sprzymierzeńcem. Koniec ze strachem w oczach i gapieniem się w chodnik. Tak naprawdę nie jestem inna. A może wręcz jestem taka sama?

Opublikowano Główna | Skomentuj

Firmy rezygnują ze statusu zakładu pracy chronionej

Podatek od niepełnosprawności - wokół ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznejNie wszystkim pracodawcom uda się podwyższyć wskaźnik zatrudnienia niepełnosprawnych. Powód – profil działalności i brak odpowiednich osób.

Od początku tego roku firmy, które chcą uzyskać status zakładu pracy chronionej (ZPChr), muszą spełniać zaostrzone wymagania związane z osiąganiem zwiększonego odsetka zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Dodatkowych pracowników muszą jednak też przyjąć ci pracodawcy, którzy do końca 2010 roku zostali zarejestrowani przez wojewodów, ale nie osiągają tego wskaźnika. Mają na to czas do 30 czerwca.

Problem w tym, że nie wszystkie firmy, np. z powodu profilu swojej działalności lub braku chętnych, są w stanie uzupełnić zatrudnienie. Zapowiadają więc, że będą rezygnować ze statusu ZPChr. To zaś oznacza utratę przez pracowników dodatkowej opieki medycznej. Dla niektórych na pewno będzie się to wiązać ze zwolnieniami.

Więcej w Gazecie Prawnej

 

Opublikowano Główna, Znalezione w sieci... | Otagowano , , , , | Skomentuj

Randka, niepełnosprawność i … seks

W pewnym momencie stajesz się singielką  lub starą panną. Różnica jest zasadnicza a bycie do tego niepełnosprawną w małym mieście różnicuje niestety na korzyść starej panny. I co dalej? Pierwsza opcja to serialne do wieczora po powrocie z pracy albo robótki ręczne (w tym jestem beznadziejna), druga… skorzystanie z pomocy zamężnych koleżanek i ich znajomych z odzysku, czyli swatanie.

Postanowiłam podjąć rękawicę i wyjść na randkę. Prócz paniki w stylu „co na siebie włożyć” pojawiło się pytanie, jak się zachować. Zastanawiałam się, w jaki sposób oswoić faceta z moją niepełnosprawnością, by nie uciekł po uprzejmym przywitaniu. Co ja właściwie robię?! Przerażenie dosłownie mnie paraliżowało, ale obiecałam koleżance, więc poszłam a raczej powlokłam się na spotkanie. Wpadliśmy na siebie przed wejściem do restauracji (na szczęście niezbyt eleganckiej, więc strojem bardzo nie musiałam się przejmować). Kilka uśmiechów, kilka miłych zdań i … niemiła cisza. Facet okazał się być bardziej „po przejściach” niż ja, co pocieszyło mnie trochę, ale po godzinie nie mogłam już słuchać. Postanowiłam wykręcić się bez urażania go i pierwszy raz wykorzystałam fakt, że jestem osobą niepełnosprawną.  Udało się!

Wracając do domu zastanawiałam się, czy moje blizny są łatwiejsze do zniesienia niż te wżerające się w serce pana-randki. I czy mnie też będzie tak  łatwo je pokazać, jak jemu? Nurtowało mnie pytanie: niepełnosprawność a seks czy może niepełnosprawność i seks? Ile kosztowałoby mnie rozebranie się przed facetem i po której randce mogłabym to zrobić? W końcu każdy ma jakieś niedoskonałości, czasem bardziej subiektywne niż obiektywne, ale niepewność ta sama. Czy problemem jest zatem moja głowa tak bardzo przejmująca się opinią innych a nie moje ciało? W sumie, pomijając pewne obiektywne mankamenty, nie jest wcale tak źle. Może nawet w konfrontacji nie wypadłabym gorzej od pana-randki po przejściach. Tylko czy odważę się na tę konfrontację…

Opublikowano Główna | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

Życie w mojej głowie…

Życie z samym sobą

Wróciłam po wielu latach do rodzinnego miasteczka. Ja i moja niepełnosprawność. Miało być łatwiej i od początku zarazem. Okazało się niestety, że dwa w jednym możliwe jest tylko w reklamach. Tuż po powrocie zaczęły się piętrzyć bariery i to właśnie nie architektoniczne, o których się tak wiele mówi, ale społeczno-psychiczne. Pojawiło się słynne małomiasteczkowe pytanie: „co ludzie powiedzą”. I zaczęło się.

Początkowo moja lokalna społeczność dręczyła mnie pytaniami o zdrowie a raczej chorobę wspaniałomyślnie litując się nad tragedią. Każdy potrzebuje serialu, mydlanej opery, bo to jest lepsze niż dostrzeganie własnego życia. Ale opowiadanie ciągle tego samego męczy i mnie też wycieńczyło. Po pewnym czasie zaczęłam zbywać zagadywania udawanym uśmiechem i słowami: „Lepiej niż było”. Ale czy faktycznie lepiej? Im dłużej próbowałam wejść w mentalność miasta z mojego dzieciństwa tym gorzej było mi się w nim poruszać. Mój umysł zakrztusił się, postanawiając wycofać się z walki z mentalnymi schodami. Czy niepełnosprawność fizyczna +  środowisko = niepełnosprawność mentalna? Gdy patrzę na siebie, czasami wydaje mi się, że tak. Niechęć do interakcji społecznych spowodowała, że zamknęłam się zupełnie. A co za tym idzie, mój świat zamknął się również. Praca (ach zapomniałam wspomnieć, że udało mi się ją znaleźć) i własny pokój. Ja, łóżko, komputer… ja, myśli, samotność, złość… Poczułam się naprawdę źle w moim małym świecie a zarazem czułam strach przed wyjściem na świat małomiasteczkowych codzienności. Dlaczego znajome środowisko, znające historię rodziny z dziada pradziada, działało na mnie destrukcyjnie? Czy anonimowość daje zatem większą swobodę działania? Zależało mi na tym, by traktowano mnie normalnie (czyt. jak osobę pełnosprawną), ale świadomość ograniczeń dobijała mnie. Walka toczyła się w mojej głowie. Zrozumiałam, że pełnosprawność to nie koniecznie zdrowe ciało, które pozwala wejść na szczyt, ale umysł pozwalający zaakceptować samego siebie wraz z ograniczeniami i niedoskonałościami.

Teraz wiem, że nie zastąpię ciała usilnym dążeniem do perfekcjonizmu w każdej innej dziedzinie. Zresztą to dążenie tylko dobija, czego konsekwencją znów jest ucieczka w głąb siebie przed ośmieszeniem i porażką. Wówczas wydaje się, że lepiej nie podejmować się czegoś, co spowoduje ból. Dlaczego tak trudno jest mi pogodzić się z własnymi słabościami? Czy trzeba zawsze pokazywać innym, że jest się silnym, że fizyczna dysfunkcja w ogóle nie przeszkadza? Dlaczego tak często otoczenie utwierdza osoby niepełnosprawne w przekonaniu o swej inności i niedostosowaniu? I jak wejść w to otoczenie bez strachu i udawania? A może powinnam zadać sobie pytanie: „Jak nie udawać?”

Opublikowano Główna | Skomentuj